Heaven
obudził SMS.
„Och
jak dobrze, że jest sobota !” - pomyślała.
Brooke
pisała : Spotkajmy się na lunchu w Coffier. Odpisała tylko
krótkie Ok.
Ubrała
się w czarne legginsy, bluzkę w paski, brązowy płaszcz i brązowe
botki.
Brooke
już czekała przy stoliku.
-Cześć.
Jak ja cię dawno nie widziałam -przywitała się
-Hej.
Co słychać.
-Wiesz
jak nudno było bez ciebie w szkole?
-W
szkole jest nudno i kiedy ja tam jestem. Mów szybko co u ciebie.
-Nic
ciekawego się ostatnio nie działo.-odparła
Zamówiły
gofry z bitą śmietaną i truskawkami.
-Ojciec
Elle Malone kupił jej różowe porsche.
-Nie
!
-Tak!
Obie
wybuchły głośnym śmiechem.
-To
porsche nie jest takie złe. Przecież Elle to „sweet różowa
dziewczynka”.
-Zawsze
da się zmienić kolor. - odpowiedziała dalej chichotając.
-Kiedy
zaczyna się Tydzień Mody Brooklynu ?
-Za
dwa tygodnie.
-Idziecie?
-Raczej
tak.
-Railey
umawia się z jakąś Julią
-Ładna
chociaż?
-Nie
wiem nie widziałam jej. Chwalił się wczoraj całe popołudnie.
-Myślisz,
że to wymyślił?
-Nie
jest taki. Chyba by nie kłamał nie?
-Chyba
nie. Ja nie wiem czemu wy go lubicie przecież to kompletny pajac.
Ciągle tylko opowiada głupie kawały.
-Wiesz
co, ty się chyba na niego uwzięłaś.
-Ależ
skąd.
Kelner
przyniósł zamówienie.
-Już
wiem!- powiedziała nagle olśniona Brooke. - Przypomina ci Ethana.
Wiem, że do tej pory nie możesz się pogodzić z tym jak cię
potraktował.
-Brooklyn
to było w drugiej klasie podstawówki. On po prostu ze mną zerwał
i powiedział, że mam krzywe nogi a nie od razu „potraktował”.
To nie był nawet związek trwało to 5 dni.
-Masz
rację. Głupi pomysł. - powiedziała i stuknęła się w czoło.
-Nie masz krzywych nóg, masz piękne nogi. - zakończyła
żartobliwie.
-Wiem.
W
drodze do domu zadzwonił telefon Heaven. To był Chace.
-Hej.
Słyszałem, że już wróciłaś.
-Hey.
To prawda.
-Weź
Brooke i chodźmy wieczorem na pizzę.
-Ok.
O której i gdzie.
-O
18.00 bądźcie w King of Pizza.
-Jasne.
A co tam o ciebie słychać?
-Hmmm...
Zostałem zaproszony do redakcji Brooklyn News.
-Wow.
To super.
-Strasznie
się cieszę.
-Wiem,
znam cię. To coś w rodzaju rozmowy o pracę?
-Tak.
-Do
wieczora.
-Do
wieczora.
Wieczorem
Heav ubrana w rurki, duży top i płaszcz weszła do mieszkania
Brooke.
-Hejka.
Idziemy na pizzę.
-To
fajnie. Tylko my?
-Nie,
cała paczka.
-Ty
już ubrana na wyjście?
-Tak.
Ty też się ubieraj.
-Nie
ja się nie godzę. - powiedziała Broo kładąc ręce na biodrach.
-Co
jest nie tak? -zdziwiła się Heaven przyglądają się swojemu
strojowi.
-Załóż
spódniczkę albo sukienkę.
Brooke
miała taką minę, że Heavy wiedziała, że nie wygra.
-Mam
iść się przebrać czy mi coś pożyczysz?
-Hmmm...
wiem co się nada. -stwierdziła.
Wzięła
Heav za rękę i pociągnęła ja do pokoju. Otworzyła szafę i
zanurkowała w niej.
-Gdzie
ona jest. To musi być ten wieszak.- mruczała pod nosem. - O jest!
-krzyknęła po chwili i podała przyjaciółce ciemno niebieską,
krótką sukienkę z długim rękawem, zwężeniem w pasie, materiał
na dole był rozkloszowany.
-Bardzo
ładna.
-Do
tego twój płaszcz i szary komin. I jeszcze … - zamyśliła się –
mocniejszy makijaż.
Heavy
poszła się przebrać.
-Wyglądasz
świetnie. - skomentowała Brooklyn.
-Ty
też. Świetna sukienka.
Brooke
miała na sobie błyszcząca, ciemno złotą, obcisłą sukienkę.
-Tylko
czemu tak się uparłaś żeby się tak ubrała?
-Musisz
wyglądać seksownie.
-Aha.
-odpowiedziała niezadowolona z odpowiedzi Heavy.
Heav
wiedziała, że Brook chodziła o coś więcej, domyśliła się po
jej tonie i cieniu uśmiechu.
-Chodźmy.
-Tak
chodźmy.
Luke,
Chace, Louis i Railey czekali już przy stoliku.
-To
co zamawiamy? - spytał Luke widzą kelnera idącego w ich stronę.
-Może
pizzę numer 15 ? - zaproponował Louis.
-Ok.
-odpowiedziały zgodnie Heav i Broo.
-Mi
pasuje. -odparł Chace.
-Może
być. - zgodził się Railey
-Poproszę
dwie duże pizze numer 15 i sześć dużych coli. - złożył
zamówienie Luke.
-Coś
jeszcze? - spytał kelner.
-Nie,
to wszystko. - odprawił go Lu.
-To
jak było w Londynie? - spytał Railey bardziej Louisa niż Heaven.
-Fajnie.
Są tam super kluby i jedzenie dobre. Tylko nie podobał mi się ten
angielski hmm … - zastanowił się przez chwilę Lou po czym
odpowiedział – sposób patrzenia na świat.
-Co
dokładnie? -spytała Brooke.
-Takie
trochę sztywne i poważne zachowanie. Cały czas w towarzystwie
musieliśmy siedzieć prościutko, sztywno było bardzo, szczerzyć
się i być takim meega kulturalnym.
-A
tobie jak się podobało Heav? - spytał Luke.
-Miasto
bardzo fajne, ciekawe. Z tą sztywnością Lou miał rację. Świetne
butiki.– tu spojrzała na Broo. - Ogólnie super.
-Ale
fajnie jest być znowu w domu ? -spytał Luke. - A tak w ogóle to
pięknie wyglądacie dziewczyny.
Obie
szeroko się uśmiechnęły.
-Dzięki.
-odpowiedziała Heavy.
-Wiesz
Ivy Linkin Park dają koncert w Nowym Yorku? - odezwał się po raz
pierwszy Chace.
-Serio
kiedy? - zapytała zaskoczona Heavy.
-W
kwietniu.
-Musze
kupić bilety. - stwierdziła Heav.
-Zajmę
się tym. - zapewnił Chace.
-Dzięki.
Jesteś wielki.
-Wiem.
-zaśmiał się Chace.
-Opowiedz
coś więcej o tej pracy.
-Pracy?
- zdziwili się Luke i Louis.
-To
coś w rodzaju stażu.
-Dlaczego
nic nie mówiłeś? -spytała Brooke.
-Odpowiedź
dostałem dziś rano.
-W
jakiej branży?
-W
gazecie Brooklyn News.
-Gratulacje.
- powiedział Louis.
-Opowiem
wam kawał ! - odezwał się Railey.
Heaven
spojrzała na Broo i przestała słuchać. Siedziała najbliżej
Chace więc zaczęła z nim rozmawiać.
-O
czym dokładniej będziesz pisał?
-To
będą wydarzenia towarzyskie. Będę zbierał informacje i może
czasem napisze jakiś króciutki artykuł, ale na pewno zupełnie go
skorygują.
-Będę
kupować tę gazetę codziennie i zastanawiać się co było twoją
robotą. Daj mi znać jak będziesz zaczynać pracę, to zaraz polecę
do kiosku.
-A
nie lepiej by było gdybym ci mówił na bieżąco o moje robocie.
Nie męczył by cie bieganiem po kioskach.
-Idę
na taki układ. Wiesz, czytanie prasy jest męczące. W domu czekają
na mnie dwa brytyjskie wydania Vogue.
-O
tak te grube modowe gazety. - zaśmiał się Chace.
Brooke
spojrzał na nich i uśmiechnęła się do siebie w duchu.
Postanowiła bowiem pobawić się w swatkę...
-Wiesz,
jak szybko zaczynają boleć ręce od przewracania kartek?
-Nie
wiem, ale domyślam się.
Wesoła
rozmowa tych dwoje trwała w najlepsze. Zauważyła to także reszta
paczki, ale postanowili im nie przeszkadzać.
Kelner
przyniósł zamówienie i wszyscy zabrali się za jedzenie. Heaven i
Chace nadal rozmawiali w przerwach między jedzeniem. Zupełnie
zapomnieli, że nie są sami.
-Ivy,
idziesz na bal wiosenny?
-Idę.
Dawno mnie tak nie nazywałeś.
-Wiem.
Tylko ja mogę cię tak nazywać. Ja usłyszę lub dowiem się że
ktoś inny tak do ciebie mówił to chyba wyjdę z siebie i stanę
obok. A jak to będzie facet to ode mnie dostanie.
-Pamiętasz
naszą obietnicę, na strychu w domku letniskowym.
-Och
pamiętam. Mieliśmy wtedy sześć lat.
Oboje
wybuchnęli śmiechem. Chace zobaczył oczami wyobraźni moment tej
dawnej przysięgi.
Najlepsi
przyjaciele, siedzący po turecku na strychu domku letniskowego
rodziców Heav. Ona w lekkiej sukience w kwiatki z długim, blond
lokami pozostawionymi w nieładzie. On w koszuli w kratkę i
spodenkach, z rozczochranymi brązowymi włosami. Obydwoje mali,
młodzi o dziecięcych twarzach.
-Wiesz
jak mam na drugie imię? - spytała wtedy Heaven.
-Ivy.
- odparł Chace.
-Nikt
tak do mnie nie mówi a to imię bardzo mi się podoba.
-Jest
bardzo ładne.
-Mam
pewien pomysł.
-Jaki?
-Ty
jako mój przyjaciel będziesz tak na mnie mówił. Ty i nikt inny.
To będzie coś tylko naszego, twojego i mojego.
-Zgadzam
się na to. To będzie coś naszego.
-Daj
rękę. - powiedziała Heav wyciągając ku niemu dłoń. Gdy ją
podał zaczęła – Obiecaj mi teraz.
-Obiecuję.
To będzie nasza mała tajemnica. Obiecuję, że nie pozwolę na to
by ktoś inny cię tak nazywał.
-Obiecuję,
że nie pozwolę się tak nikomu nazywać.
-Hej.
Usnąłeś.
-Nie
przypominałem sobie ten moment na strychu.
Heav
wzięła colę. Podała szklankę przyjacielowi i wzniosła toast:
-Za
przyjaźń!
-Za
przyjaźń!
Odwróciła
się w stronę reszty towarzystwa i wzniosła toast jeszcze raz.
-Za
przyjaźń! - zawołali wszyscy zgodnie.
-Mam
ochotę potańczyć. Chodźmy do jakiegoś klubu. - zaproponowała
Brooke. - Kto jest za?
-Ja
! - odparli wszyscy chórem.
W
drodze zadzwonił telefon Raileya.
-Ok
Juls. -mówił do słuchawki. - Idziemy do klubu. Może się do nas
przyłączysz? - zamilkł słuchając odpowiedzi. - Dobrze. Będę za
15 minut. Pa. - zakończył rozmowę i zwrócił się do towarzystwa
– Umówiłem się z Julią. Idę.
-Jasne.
Cześć. - pożegnał się Louis.
-Narka.
Heaven
spojrzała na Broo i przewróciła oczami. Przyjaciółka kiwnęła
głową.
-Znacie
jakieś drinki? - spytała Heavy gdy byli na miejscu. - Mam w planie
kilka toastów.
Louis
wymienił kilka.
-Ok.
To ty zamawiasz.
Gdy
mieli już trunki w rękach Heav zaczęła:
-Ty
pierwszy Lou.
-Wznoszę
toast za dobrą zabawę!
-Za
nową pracę Chaca!- powiedział Luke.
-Za
Królową Brooklyn. - rzekła Heavy.
-Za
nas !- wzniósł toast Chace.
-Za
dzisiejszy wieczór! - zakończyła Brook.
Podnieśli
ręce do góry, każdy stuknął się z każdym po czym wypili
trunki.
-Zatańczysz?-
spytał Chace Heav wyciągając do niej rekę.
-Jasne.
Brooke
uśmiechnęła się. Chyba nawet nie będzie musiała bawić się w
swatkę, bo sprawy same ułożą się po jej myśli. Przyglądała
się im dopóki nie zniknęli w tłumie.
Ona,
Louis i Luke usiedli przy barze. Chłopcy zamówili jeszcze po
drinku.
Luke
poprosił Broo do tańca i ruszyli na parkiet. Po krótkiej chwili
Louisa zaczepiła jakaś dziewczyna i nie został on sam.
-Louis
dużo wypiłeś?
-Dość.
Ale ja jestem pełnoletni nie bój się.
-Jeszcze
nie jesteś.
-Oj
tak miesiąc mi został.
-Zbierajmy
się.
-Ja
zostaję. -zadeklarował Louis.
-Ok.
Chodźmy.
Brooke,
Heaven, Chace i Luke ruszyli do domu. Pierwszy z windy wysiadał
Luke, niedługo po nim pożegnała się Brooke. Wtedy Heav i Chace
zostali sami. Postanowił on skorzystać z okazji zaczął rozmowę.
-Ivy?
-Tak
-Pójdziesz
ze mną na bal wiosenny.
-Chętnie.
Heaven
wysiadła z windy. Ruszyła do swojego pokoju. Położyła się na
łóżku i uśmiechnęła się do siebie.
-To
był dobry dzień. - szepnęła.
Rano
Heaven ubrała się, wzięła sukienkę Brook i wyszła. Wzięła ze sobą
Vogue. Wyszła na miasto po kawę i śniadanie. Miała zamiar iść
do przyjaciółki.
Brooke
jeszcze spała więc Heav weszła cicho do jej pokoju i obudziła ją.
-Dzień
dobry.
-Heav?
Hej.
-Mam
kawę i coś do jedzenia. Wstawaj.
Gdy
Broo usłyszała wyraz „kawa” wstała natychmiast.
-Co
to ? - spytała wskazując na gazety.
-Brytyjski
Vogue. Jeszcze ich nie czytałam, więc pomyślałam, że może ci
się nudzi.
-Z
chęcią przeczytam.Masz moją sukienkę.
-Tak.
Gdzie są moje ciuchy?
-Chyba
leżą na stołku koło toaletki.
-To
ja idę a ty się trochę obudź.
-Mmmm...
croissanty.
-Z
czekoladą w środku.
-Moje
ulubione.
-Wiem.
Tylko zostaw mi też coś.
-Jak
chcesz się na coś załapać to się pospiesz.
Dziewczyny
oglądały Vogui, śmiały się i rozmawiały na różne tematy.
-Chace
zaprosił mnie na bal wiosenny. - powiedziała Heav.
-Zgodziłaś
się?- spytała niby obojętnie Broo.
-Tak.
Popatrz jaki świetny płaszcz.
-Ładny.
A chcesz z nim iść czy zgodziłaś się żeby nie zrobić mu
przykrości?
-Chcę.
Jest moim przyjacielem. Wczoraj tak ze sobą gadaliśmy i
przypomniało mi się jak dobrze się z nim spędza czas.
-Przez
półgodziny prowadziliście rozmowę w swoim ścisłym gronie. W
ogóle nie zwracaliście na nas uwagi.
-Wiem.
To było nieładne zachowanie.
-Ja
jednak myślę, że tu chodzi o coś więcej niż przyjaźń. On tak
na ciebie patrzy. Z takim uwielbieniem, jakby świata poza tobą nie
widział.
-Ja
tego nie zauważyłam.
-A
wiesz dlaczego?
-Nie.
Oświeć mnie.
-Bo
ty patrzysz na niego tak samo.
-Może
jest tak jak mówisz. Zmieńmy temat. Pogadajmy o tej nowej wiosennej
kolekcji butów. O tu jest.
Brook
westchnęła i grzecznie zajęła się oglądaniem i komentowaniem.
Zaczęły
się przygotowania do pokazu.
-Chciałabym
cie prosić o pomoc. - powiedziała mama Heaven.
-Tak?
- odpowiedziała Heav.
-Rzuć
okiem na te połączenia. I powiedz co byś tu zmieniła.
-W
tym zestawie nie pasują mi buty. Może zwykłe szpilki? Tu zamiast
tych czarnych rurek dałabym spodnie o tym samym kroju z motywem
moro. Jest teraz bardzo modny.
-Pomyślę
nad tym. Dzięki. Jutro idziemy obejrzeć miejsce. Bo ja nie będę
tylko stylistką, ale będę pomagać w organizowaniu całego pokazu.
-To
super. Jutro po szkole tak?
-Dokładnie.
Lecę. Pa.
-Do
zobaczenia.




.png)


